wtorek, 24 grudnia 2024

Świat Arkadiego, wydanie zbiorcze, T1 - "Człowiek potrzebuje bohaterów, snów oraz marzeń".


    Mogę śmiało powiedzieć, że "doczekałem się" - w końcu... Tę serię znam od ponad 20-u lat a po raz pierwszy czytałem ją - z wielkim trudem - w oryginalnym, francuskim wydaniu, z podniszczonych egzemplarzy zdobytych przez znajomego gdzieś, podczas wojaży po zachodniej Europie. W tamtym czasie pisałem nawet o 'Świecie Arkadiego' - w ramach szerszego artykułu o twórczości Philippe'a 'Cazy' Cazamayou - dla magazynu KZ. Już wtedy był on jednym z moich ulubionych twórców komiksowych, obok m.in. Moebiusa czy Philippe'a Druilleta i kilku jeszcze innych. I wszyscy znich - włączając w to Cazę - stali się z resztą 'bezczasowymi klasykami' gatunku, dzięki swej twórczości z lat 70-ych i 80-ych XX stulecia. Dlatego też zawsze niezmiernie mnie dziwiło, że tak mało z twórczości Philippe'a Cazamayou pojawiło się przesz lata na polskim rynku wydawniczym. Ot, jakieś epizody w niszowych magazynach, znanym jedynie zaangażowanym w temat fanatykom - np. 'Komiksmania', 'Relax' (te nowe numery z ostatnich lat) czy też album 'Scenki z życia osiedla' opublikowany w 2017r. przez wyd. Kurc (chwała im za to). Była też oczywiście wydana jeszcze w latach 80. przez nieistniejące już Polskie nagrania, na nośniku w postaci kaset VHS animacja 'Gandahar', do której Caza stworzył designy. Ale to w zasadzie tyle. Mimo swojego statusu "mistrza gatunku" pod jakim zdawał się funkcjonować na rynkach frankofońskich u nas postać Cazy pozostawało pewnego rodzaju "niszą", czarna dziurą informacyjną na zasadzie "kto wiedział, ten wiedział". Natomiast twórczość tego autora pozostawała na marginesie zainteresowania działających przez lata na polskim rynku wydawnictw. Czy wynikało to z nieznajomości tematu a może z problemów licencyjnych - nie wiem... Faktem pozostaje zaś, ze teraz w niedługim czasie ma szansę się to zmienić, bowiem za omawiany tu 'Świat Arkadiego' wzięło się wydawnictwo Lost in Time. Wkrótce też - a dokładnie w styczniu 2025r. - z kolei od wyd. 'Studio Lain' - dostaniemy również i inny, klasyczny zbiór krótkich fantastyczno-mitologicznych komiksów Cazy, zebranych w tomie 'Arkhe - Lailah'.

Okładka zbiorczego wydania serii przygotowanego na rynek amerykański, ufundowanego na Kickstarterze. Z dużym prawdopodobieństwem może to też być jeden z wariantów okładki drugiego tomu wydania polskiego.


    Warto też wspomnieć, że omawiana tutaj publikacja jest oparta na odrestaurowanym cyfrowo wydaniu, które zostało ufundowane ze zbiórki na Kickstarterze, związanej z pięćdziesięcioleciem wydawnictwa Humanoides i była dedykowana na rynek amerykański. Tytuł sagi w tym wydaniu, to w tłumaczeniu na j.polski: "Arkadi i zaginiony tytan". Na podstawie projektu z Kickstartera seria została wydana w Stanach z licznymi dodatkami, były to m.in. slip case'y, dodatkowe portfolia czy wersja cyfrowa, w postaci pliku PDF. Nawiasem mówiąc, tamto wydanie zostało wydrukowane w jednym tomie, co uczyniło z tej publikacji wielki grymuar. U nas zostało ono podzielone na dwie części, bo - jak słusznie zauważył podczas analizy biznesowej pan Marcin z wydawnictwa Lost - cena jednego, wielkiego tomiszcza, zwierającego aż dziewięć albumów sagi, byłaby po prostu zaporowa, jak na realia polskiego rynku. Dodatkowo warto wspomnieć i o tym, że polskie wydanie ukazuje się w powiększonym formacie względem wydania amerykańskiego (218x289 mm w wydaniu amerykańskim, vs 240x320 mm w wyd. polskim).

    Tak więc, po tym przydługim wstępie, wygląda na to, że na końcu bieżącego roku (2024) obydwa wspomniane wydawnictwa (Lost i Lain) serwują - przynajmniej mnie osobiście - niezwykłą ucztę intelektualną do której, nawet mimo tego, że znam te komiksy bardzo dobrze, "zasiadam" z niebywałym "apetytem", nutką ekscytacji i "pewną taką nieśmiałością" - jak to mówiła jedna pani w słynnej reklamie materiałów higienicznych, bodaj sprzed ćwierćwiecza. Uważam, iż rzeczą niezwykle cenną jest to, że dostajemy w tym wydaniu "komplet", tj. zarówno sam "Cykl Arkadiego" jak i album będący prequelem tej opowieści - zatytułowany "Nokturni". Cieszy również format i jakość wydania. Piękna, nieco psychodeliczna - moim zdaniem - gama kolorów, której używa Caza, prezentuje się na kartach tego wydania - na kredowym papierze i po cyfrowym odrestaurowaniu plansz dokonanej na rzecz wydania amerykańskiego - wręcz wyśmienicie. Polska publikacja zawiera też część bonusów dostępnych dla Amerykanów ze wspominanej wcześniej zbiórki z Kickstartera. Jest też nadal szansa, że będą one zamieszczone w większej ilości w drugim tomie, który ma się pojawić Polsce w pierwszym półroczu 2025r. 



    Warto nadmienić, że cała saga o Arkadim powstawała łącznie niemal dwadzieścia lat. Pierwszy album serii - "Oczy Or-fe" ukazał się bowiem na rynku francuskim w 1989r. ostatni zaś, dziewiąty tom serii, zatytułowany "Dzień Arche" został wydany dopiero w 2008r. Mniej więcej "na półmetku", tj. około 1999r. ukazał się też album "Nokturni" będący wspominanym już preludium fabularnym dla całej sagi. Przez cały ten okres seria doczekała się oczywiście kilku wydań na rynki frankofońskie. Najbardziej znaczące były chyba dwa: wydanie prowadzone przez Wydawnictwo Delcourt oraz - w późniejszym czasie - kolejne wydanie od Les Humanoides Assoccies - na którym to właśnie oparte są aktualne edycje amerykańska jak i polska. Co ciekawe, okładki tworzone przez Cazę dla Delcourt nie przepadły "w pomroce dziejów" - i dobrze, ponieważ osobiście uważam, że niemal wszystkie z nich były bardzo udane - i niektóre z tamtych rysunków (ku mojemu zaskoczeniu) pojawiają się również w ramach aktualnie omawianego wydania. Przykładem jest tutaj tylna okładka pierwszego tomu zbiorczego. Obrazek tam widniejący - przedstawiający Albe, matkę Arkadiego - pojawił się bowiem w czwartym tomie tamtego starego wydania, od Delcourt.


    Kiedy czytałem tę historię po raz pierwsze nie wiedziałem nawet, że istnieje odłam fantastyki nazwany 'post-post-apocalyptic' a właśnie do tego nurtu należałoby zaliczyć tę opowieść. Wspólnym wyznacznikiem historii z tego gatunku jest portretowanie światów, które odrodziły się w jakiś sposób po globalnej apokalipsie, w zupełnie innych, odmienionych postaciach a jednak zawsze w formach w pewien sposób 'wymuszonych' czy może 'zainicjowanych' tym, co działo się przed katastrofą i/lub w jej ramach. W przypadku "Świata Arkadiego" mamy tu - co akurat jest dość powszechne w przypadku takich opowieści - katastrofę nuklearną na skalę planetarną. Choć nigdzie nie jest to w opowieści przedstawione w szczegółach, ze strzępów informacji możemy się domyślić, że to właśnie nuklearny Armagedon spowodował zatrzymanie się ruchu obrotowego planety i uformowania nowego "nieruchomego" świata ze strefami wiecznego, gorącego dnia i niekończącej się, zimnej nocy. W tym kontekście - tj. rozbudowywania wiedzy o świecie, dodawania mu głębi czy może "didaskaliów" za niezwykle cenny uważam też zawarty pod koniec omawianego albumu leksykon pojęć z uniwersum Arkadiego. Leksykon ten porządkuje i znacząco pogłębia - choć nie w sposób wyczerpujący - w niektórych obszarach wiadomości czytelnika co do konstrukcji i historii świata, a także wielu postaci, istotnych dla fabuły. Oprócz tego przydałyby się też jeszcze dodatkowe zapiski od tłumacza, wyjaśniające pewne zawiłości pojawiające się podczas translacji  widoczne dla tego, kto zna oryginał w języku francuskim. Tak na przykład mieszkańcy miasta Dis mają swoje "numery seryjne" które zawsze zaczynają się od przedrostka "OM" co jest fonetycznym zapisem francuskiego słowa "homme" - człowiek.



    Chciałbym też jeszcze nawiązać do cytatu zawartego tytule niniejszego artykułu. Jest on wzięty bezpośrednio ze wspomnianego wcześniej zawartego w albumie leksykonu i - w mojej ocenie - niezwykle trafnie i zwięźle oddaje ideę, czy też zamysł, zdający się przyświecać autorowi przy tworzeniu tej opowieści, niejako "czający się" niepostrzeżenie w tle tuż "pod powierzchnią" fabuły, niemal przez całą opowieść: "Człowiek potrzebuje bohaterów, snów oraz marzeń." Caza zdaje się dobrze znać ludzką duszę, "prześwietlać" podstawowe elementy ludzkiego jestestwa i człowieczych potrzeb. Nawet po globalnej katastrofie i totalnej odmianie świata w którym żyją, ludzie nadal potrzebują nie tylko pożywki dla swoich ciał, lecz także dla dusz. Bez tego chorują i, w skrajnych przypadkach, popadają  nawet w obłęd. I to zapewne dlatego miasto w mrokach nocy - Dis - ma swoich tytanów-bohaterów, robotyczne i cyborgiczne byty, które strzegą, karmią mieszkańców a także zsyłają im sny i marzenia. Mowa tu rzecz jasna o tytanie zwanym Or-fe i wykonywanej przez niego przez lata pracy, polegającej na generowaniu nowych "przygód", obserwowanych przez "wybrańców" z Dis na ich sennych ekranach. Podobnie, na swój sposób - tj. bez użycia pre-apokalipytycznej technologii, do której przecież (w większości) nie mają dostępu - radzą sobie też mieszkańcy Wielkiego Eksterioru. Zepchnięci przez katastrofę na poziom prymitywnego życia plemiennego, wiodąc w niewielkich i nielicznych oazach nadających się do zamieszkania swoje mozolne zbieracko-łowieckie żywoty, wierzą w liczne legendy i magię. Lecz to co nazywają "magią" bardzo często jest de facto zachowanymi szczątkami technologii sprzed wielkiej katastrofy. Lecz po wielu wiekach to co nieznane - w kontekście zasady działania - staje się nadprzyrodzone i magiczne. Swoją droga jest to refleksja którą wyartykułował kiedyś Arthur C. Clarke'a w postaci słów "każda wystarczająco zaawansowana technologia jest nieodróżnialna od magii" i - choć nie mam na to dowodów - mam nieodparte wrażenie, że Caza świadomie zapożyczył tę właśnie maksymę od wspomnianego mistrza SF, jakim niewątpliwie był Clarke.


Jeden z obrazów zdobiących m.in. stare francuskie wydanie od Les Humanoides.

    Tak więc po pewnej dozie analizy okazuje się, że ta opowieść ma w sobie wiele ukrytych warstw, symboliki i znaczeń. Historia która jest pozornie wystylizowana na pewnego rodzaju "mroczną baśń" okazuje się być w istocie ambitnym tytułem Science Fiction, niosącym w sobie jednocześnie pewne filozoficzne wątki i refleksje autora co do ludzkiej natury. Można tę historię odczytać również jako kasandryczną przepowiednię-ostrzeżenie na temat szaleństwa rodzaju ludzkiego i niebezpieczeństwa globalnej zagłady. Niby nic odkrywczego a jednak okazuje się, że na bazie tak prostych ale jakże mocnych podwalin udaje się autorom, także i Cazie, stworzyć niezwykle oryginalne, intrygujące i pasjonującej światy. Mało w tym tekście napisałem o warstwie graficznej tej historii a jednak stanowi ona swoiste Crème de la crème tych komiksów. Długo można by się myślę rozpisywać o stylu graficznym Cazy. Jest to styl zdecydowanie łatwo rozpoznawalny, choć i ukazujący swoją niezwykłą zmienność w czasie. O ile kilka pierwszych albumów - głównie tych zawartych w omawianym tutaj pierwszym tomie zbiorczym - ma tradycyjnie nakładane "płaskie" kolory o tyle np. album "Nokturni" jest już znacząco różny. Autor bowiem pod koniec lat 90. XXw. zaczął używać do kolorowania swoich plansz komputerowych programów graficznych, dodając przy okazji liczne efekty (np. świetlne) niemożliwe do osiągnięcia tradycyjnymi technikami. Aby nie być zupełnie gołosłownym to przykładem mogą być choćby "jarzące się" oczy Noktórnów. Warto też wspomnieć, że w tamtych czasach - tj. pod koniec lat 90. i w latach 2000 wielu artystów komiksowych poszło podobną drogą, tj. "na skróty" w programach graficznych kolorując tworzone przez siebie plansze. Niekiedy wyglądało to wręcz upiornie. Jednak w przypadku Cazy przyznać należy, że jest to robione z dużym wyczuciem i smakiem. Nowe medium w postaci komputera było dla tego artysty po prostu kolejnym narzędziem, rozszerzającym paletę ekspresji, że użyję w tym miejscu kwiecistej metafory.

  Po raz kolejny wyszedł mi tekst bardziej analityczny, niż streszczający czy może podsumowujący fabułę opowieści. Jednakże w ramach usprawiedliwienia napiszę tutaj, że tego typu analizy i odkrywanie tzw. "smaczków" - czy to scenariuszowych, graficznych a niekiedy kontekstowych, wydają mi się po prostu znacznie bardziej ciekawe. Dzięki pracy nad tekstem w takiej właśnie - pseudo-analitycznej - formie często mnie osobiście udaje się odkrywać pewne, nawet z dawna znajome, opowieści na nowo, znajdując liczne szczegóły, o których wcześniej nie niekiedy po prostu nie wiedziałem. Tak było i w tym przypadku. Przykładem niech będzie szeroko omawiana w tym tekście zbiórka na Kickstarterze o której istnieniu wcześniej nie miałem nawet pojęcia.