A było ich dwadzieścia i trzy... To znaczy aż do poprzedniego roku (2024) kiedy to ogłoszono, że do życia powróci, co prawda okazjonalnie - w postaci 24-go numeru - magazyn komiksowy 'Produkt'. I on też, ten nowy numer, stał się tzw. 'triggerem' czy bardziej po polsku 'wyzwalaczem' który skłonił mnie do popełnienia niniejszego tekstu.
 |
| Kwintesencja młodzieżowego klimatu z lat 90. Dresy, kaptury, Viva - ech...wspomnień czar. |
Zacznijmy jednak od początku, przenosząc się mentalnie do końcówki lat 90. XX stulecia. Pozwolę sobie w tym miejscu na pewne osobiste wynurzenia. Pamiętam bowiem jak, przypadkiem, za szybą w kiosku Ruch-u ujrzałem dziwny artefakt. Okazał się on trzecim numeru jakiegoś nieznanego mi wcześniej periodyku, o którym w życiu nie słyszałem. To zdecydowanie były inne czasy, nie tak łatwo było o informacje co, kiedy i dlaczego pojawiało się na rynku wydawniczym? W domu pospiesznie zasiadłem do lektury i... Te komiksy były tak bardzo inne od tego, co znałem wcześniej. Co prawda jako nastolatek interesowałem się sztuką komiksu i z zapałem kolekcjonowałem szczególnie te tytuły, które pojawiały się w 'Komiksie Fantastyka' - Yans, Koval, Pelissa - oraz te z Orbity - Thorgal, Szninkiel itd. Nie miałem jednak w tamtym czasie za bardzo - niestety - "dojść" do twórczości polskiego środowiska undergroundow'ego. Dlatego też pierwszy kontakt z 'Produktem' był zdecydowanie czymś nowym, świeżym, innym od tego, co znałem do tej pory. I tak oto nieznany wcześniej periodyk objawił mi prace polskich twórców, których wówczas nie znałem. Prace te były często narysowane w formie karykaturalnej, były ekspresyjne a jednocześnie miejscami niecenzuralne czy wręcz ostentacyjnie wulgarne. Dobitnie krytykowały polską post-peerelowską rzeczywistość w wielu jej niedojrzałych czy patologicznych aspektach. No cóż, to chyba także były (i myślę, że nadal - w kolejnym już pokoleniu są) cechy buntującej się młodości a tacy przecież - w wieku licealno-studenckim - byli wtedy twórcy magazynu (i ja - czytelnik).
Wkrótce, po łapczywej lekturze wspomnianego 'P3', wcześniejsze, brakujące numery (1 i 2) nabyłem drogą wysyłkową. Potem już na bieżąco - mniej więcej do połowy historii magazynu - śledziłem terminy wydawania kolejnych numerów i niezmiennie kupowałem. Wszystkie z nich mam do dzisiaj. Tzn. te 12-13 pierwszych numerów, bo później już magazyn zmienił się na tyle, że jakoś zniknął z mojego prywatnego "mentalnego radaru", który na początku lat 2000 znacząco przesunął się w kierunku francuskiego BD i dokonań frankofońskich klasyków komiksu fantastycznego z lat 70. i 80. - ale to temat na zupełnie inny artykuł... Tak więc wracając do samego 'P' - jak przy każdym artykule, również i w tym przypadku musiałem sięgnąć do "materiałów źródłowych", tj. - w tym konkretnym przypadku - przeczytać po raz kolejny archiwalne numery magazynu - tym razem wszystkie (było to spore wyzwanie czasowe, nie ukrywam). I muszę stwierdzić, że była to dość specyficzna, zdecydowanie sentymentalna, wartościowa i pozytywna podróż. Przechodząc więc do konkretów - czegóż tam, w tym Produkcie nie było: 'Osiedle Swoboda', 'Fido i Mel', 'Opowieści z Obudna', 'Aurora', Saga 'Pokolenia' o dresiarzach i tyle jeszcze innych, niezapomnianych...
 |
| A tak wyglądał "mój pierwszy raz" z Produktem - no i jak tu było nie kupić? Przecież to po prostu musi być dobre! |
W tym momencie pozwolę sobie na jeszcze jedną dygresję, ponieważ omawiając co pojawiało się na łamach 'P' nie sposób nie wspomnieć o pewnym stałym elemencie, który pojawił się już w pierwszym numerze periodyku i stał się jego stałym elementem. Mam tu mianowicie na myśli tematy tzw. "pasków", publicystyki i gamingu. Na każdej bowiem stronie (na dole - stąd niekiedy sami twórcy używali terminu "podpaski") był zawsze umieszczany może centymetrowej szerokości "wstęga" na której pojawiły się komentarze odautorskie - głównie autorstwa Michała Śledzińskiego - w różnych tematach. Najczęściej były to uwagi uzupełniające, dotyczące zawartych na poszczególnych stronach opowieści komiksowych, były też często informacje innego rodzaju. Na przykład wpisy w tematach nadchodzących lub przeszłych imprez branżowych, zawartości nadchodzących numerów 'P' albo komentarzy co do nowych albumów, ulubionych przez redaktorów 'Produktu' kapeli muzycznych. Najczęściej były to tzw. 'ciężkie brzmienia' zespołów jak chociażby Tool, Slipkot, Deftones czy Korn. Czasami zdarzały się i pozdrowienia dla znajomych lub - zazwyczaj dość niecenzuralne - dowcipy. W temacie wspominanej na początku akapitu "publicystyki" to faktycznie, oprócz zawartości stricte komiksowej zaczęły się pojawiać w 'P' różnorakie teksty, stanowiące dodatkowy "wsad merytoryczny". A to teksty o muzyce, a to o filmach, grach itd. Czyli w skrócie wszystkich aspektach szeroko rozumianej popkultury oraz jej niszach, które młodych redaktorów w tamtym czasie interesowały. I to było dobre, znacznie wzbogacało bowiem wartość merytoryczną poszczególnych odsłon periodyku. W kontekście game'ingu, który był wspominany jako trzeci aspekt do omówienia w tym akapicie, mam tu w szczególności na myśli magazyny, z którymi "produktywni" twórcy byli już wcześniej w jakiś sposób związani. Szczególnie miesięczniki 'Świat gier komputerowych' (ŚGK) oraz 'Neo Plus' (NP).
Stąd też w Produkcie (szczególnie na ostatniej stronie okładki) pojawiały się reklamy tychże magazynów lub gier - choć nie tylko. Istniała tam pewnego rodzaju synergia, gdyż reklamy przedstawiające 'P' ukazywały się też we wspomnianych periodykach (szczególnie reklamy pierwszych numerów 'Produktu'). W każdym razie przez większość numerów 'P' zawierał on jakieś reklamy dotyczące domeny gier komputerowych. I mówimy tu zarówno o reklamach samego magazynu NP jak i - w późniejszym czasie - także periodyków takich jak inna legenda branży gier - "Top Secret", czy odchodząc nieco od gier "Polska fantastyka naukowa - Science Fiction". Były też i reklamy gier - np. kolejne części Tomb Raidera, czy targów z branży gier komputerowych - System. I właśnie te reklamy na ostatnich stronach starych numerów 'P' uświadomił mi dlaczego - prawdopodobnie - tematem okazyjnego "wskrzeszenia" magazynu zainteresował się CD Projekt? Kończąc ten akapit warto chyba jeszcze nadmienić, że w 'ŚGK' ukazywały się, i to jeszcze przed tym jak 'P' ujrzał światło dzienne, przygody żółwia Skolmana, któremu towarzyszyli Fido i Mel - jedna z najbardziej znanych ekip (anty)bohaterów komiksowych, stworzonych przez M.Śledzińskiego. Przygody całej trójki zagościły następnie w 'P' w pierwszej kolejności w postaci szalonej opowieści zatytułowanej "Biegunka".
 |
| Plansza autorstwa Simsona z przygodami Zdzicha i Wujasa, bohaterów Obudna. Uważam to za reprezentatywną próbkę tego, jak wyglądała estetyka prac publikowanych we wczesnych numerach 'P'. |
Jeśli zaś chodzi o zawartość merytoryczną ale stricte komiksową (bo to przecież zawsze było esencją 'P') to należy stwierdzić, że niektóre historie oparły się próbie czasu, po innych (kurtuazyjnie nie będę tu ani jednych ani drugich wymieniał) widać jednak jego upływ. Co do warstwy graficznej nie mam większych zastrzeżeń, to zawsze była mocna strona 'P'. Na jego łamach prezentowali się "młodzi-gniewni", doskonale odnajdujący się w undergroundowo-zinowej, czarnobiałej stylistyce magazynu. Jednakże jeśli chodzi o warstwę fabularną, a szczególnie dowcipy i "ostre teksty" tutaj już bywa różnie, w kontekście "zestarzenia się" tychże. Może to kwestia zmienionych realiów, gdzie po ponad 20 latach Polska i świat są po prostu inne, może kwestia minionej vs obecnej (nie)dojrzałości autorów i czytelnika (w tej roli oczywiście 'ja')? Jednak aby oddać sprawiedliwość stwierdzić należy, że jest to kwestia bardzo jednostkowa, być może dla mnie na przykład pewne dowcipy lub elementy scenariusza pozostają zabawne, ciekawe a kto inny uznałby je za absurdalne i vice versa.
Wracając jeszcze do tematu polskiego, komiksowego undergrounde'u warto podkreślić, że 'Produkt' nie był pierwszy, bo zarówno przed jego 'epoką' jak i w trakcie a także i później ukazywały się (i ukazują nawet i dziś) różne periodyki, głównie wydawane przez polski fandom komiksowy. Warto tu historycznie wspominać o tych w większości już nieistniejących, z początku wieku, jak chociażby 'Azbest' (do którego jeszcze wrócimy), 'K.K.K.' - wydawane przez Krakowski Klub Komiksu, 'AQQ', 'Znak' czy 'masoński magazyn komiksowy' - 'Cyrkielnię'. Jednak to właśnie 'Produkt' zdaje się być tym najbardziej pamiętanym po dziś dzień... 'P' był bezpośrednim rozwinięciem, kolejnym wcieleniem (jak zwał tak zwał) wspominanego już magazynu 'Azbest'. To tam właśnie, w 'Azbeście' publikowali w dużej mierze twórcy, którzy później rozwinęli skrzydła właśnie w 'P'. Przede wszystkim Michał 'Śledziu' Śledziński, który stał się przecież redaktorem naczelnym pisma, ale także Filip Myszkowski, Simson, Bizon, Kurt i paru jeszcze innych.
Wracając do samego 'Produktu' to w późniejszych numerach magazyn zmieniał się, cały czas ewoluując. Przede wszystkim "przytył", tj. zwiększyła się jego objętość do ok. 80-ciu a później aż 100 stron. Od 10-go numeru zmieniło się również logo magazynu. Pojawiły się też oczywiście nowe serie jak np. "Opowieści na sygnale" czy "Emilia, Tank & Profesor" i wiele innych. Niektóre z serii znanych już na polskim rynku i żyjące własnym życiem - jak np. 'Wilq super bohater' czy 'Jeż Jerzy', pojawiały się na łamach 'P' gościnnie. Ogólnie inicjatywa doroślała z każdym numerem i - w bólach - była rozwijana aż w dwudziestu trzech odsłonach (numerach). Piszę tu "w bólach" gdyż jest to cecha charakterystyczna chyba wszystkich periodyków, gdzie od X źródeł (autorów) trzeba pozyskać materiały (teksty, grafiki) poskładać je w całość - na czas - oraz, a może przede wszystkim, utrzymać całe przedsięwzięcie na powierzchni finansowo, tj. zapewnić (lub nie) rentowność inicjatywy. Z tym chyba bywało różnie, choć plany były w pewnym dość rozbuchane. Mam tu na myśli np. pojawienie się magazynu 'D Lux' (lub 'P Lux') który w założeniu miał być ekskluzywnym bodaj kwartalnikiem, agregującym ambitne produkcje komiksowe, których nie udało się upchnąć w bazowych numerach - inicjatywa doczekała się bodaj dwóch numerów. Oficjalnie zaś 'P' doczekawszy się wspomnianych numerów w zacnej ilości "23" zniknął z polskiego komiksowego "krajobrazu" około połowy roku 2004...

Przejdźmy więc dalej, do czasów obecnych, tj. do "reaktywacji" 24-go numeru 'P'. Jak już wcześniej zostało wspomniane, do jego powstania, w roli głównego sponsora, wydatnie przyczynił się nasz rodzimy potentat rynku gier video - CD Projekt Red (i chwała im za to). 'P24' to rekordowy 'grubas' zawierający ok. 200 stron na które składają się rzecz jasna głównie opowieści komiksowe, lecz także i publicystyka. Magazyn ukazał się w trzech wariantach okładki, choć ten z rysunkiem Andrzeja Janickiego był szczerze mówiąc najłatwiej dostępny w księgarniach komiksowych. Warto także odnotować, że po raz pierwszy w historii magazynu pojawiły się w nim także plansze w kolorze. Ogólnie cały 'P24' jest pewnego rodzaju przedsięwzięciem sentymentalnym, wspominkowym, 'powrotem do przeszłości'. Stanowi też swoisty kamień milowy w historii polskiej sztuki komiksowej. Oto "młodzi-gniewni" - którzy byli takimi właśnie jakieś ćwierć wieku temu - powracają teraz jako weterani gatunku. Niektórzy z nich - będący teraz tzw. "panami w średnim wieku" - wytrwali przy temacie i nadal tworzą komiksowe opowieści, inni nieco się przebranżowili - np. w kierunku filmu animowanego lub gamedev'u. Jeszcze inni porzucili zupełnie sztukę komiksu, poświęcając życie na zupełnie inne aktywności a 'P24' stał się okazją aby "świat sobie o nich przypomniał".
Tak więc co właściwie znalazło się w tym numerze specjalnym? Otóż - można by rzec tradycyjnie - otwiera go epizod serii 'Osiedle swoboda'. Mamy też Jeża Jerzego, Wilqu'a, ciekawostkę w postaci epizodu 'Emilii, Tanka i Profesora' szykowanego na poprzednią reaktywację 'P' która jak wiemy nie doszła do skutku. Jest i rzecz jasne kilka innych perełek, których pełnej listy tutaj nie wymienię. Wspomnę jedynie, że praktycznie każda z opowieści zawartych w tym numerze w jakiś sposób ściśle związana jest z historią 'P'. Mamy też i nowość w postaci plansz w kolorze, wśród których mamy komiks cyberpunkowy oraz Galerię. Mamy też i nieodłączną (jak za dawnych lat) produktową publicystykę, gdzie na wyróżnienie - w mojej opinii - zasługują teksty o nieżyjących już (niestety) twórcach komiksowych, w jakiś sposób związanych z 'P'. Tak więc przede wszystkim o Andrzeju Janickim, którego sam Śledziński wymienia jako 'ojca chrzestnego' magazynu ale także o Bartoszu 'Termosie' Słomce i Adrianie Madeju...
Wspólnym mianownikiem prac publikowanych w tym tomie pozostaje fakt, że praktycznie wszyscy autorzy, których dzieła się tutaj znalazły, a których pamiętam przecież z tych pierwszych numerów magazynu, wykazują niezwykły progres, jeśli chodzi o kunszt graficzny, precyzyjność kreski, kompozycje kadrów, dojrzałość fabuły. Pierwsze zeszyty 'P', wywodzące się płynnie ze wzmiankowanych inicjatyw komiksowego undergroundu, były w dużym stopniu dzikie, nieokrzesane, zarówno w kontekście formy jak i treści. W dużej mierze nikt tych młodych ludzi nie uczył stricte sztuki komiksu - choć cześć z nich była zapewne po liceach plastycznych. Komiksy były dziełami zapaleńców, młodych pasjonatów, którym się chciało, i którzy (coś tam) potrafili. Podobnie do sfery graficznej było też i warstwą narracyjną. Tamte komiksy były głównie odzwierciedleniem tego, co młodych autorów interesowało - satyra na polskie społeczeństwo w jego wielko- i mało miasteczkowych odcieniach, krytyka ładu politycznego, rządu, kościoła, grup społecznych jak "dresy", "mochery" lecz nie tylko. Były też przecież i opowieści z nurtu SF, horrory, kryminały czy zgoła slapstickowy humor. Co do tematyki dzieł zawartych w 'P24' na szczęcie zostało "po staremu". No i są też tutaj rzecz jasna 'paski' - tak jak i w starych numerach pełnią istotną rolę didaskaliów. Przypisy odautorskie 'Śledzia' przedstawiają dany komiks i jego twórcę (lub twórców). Zawierają też liczne refleksje Śledzińskiego na temat wydarzeń z przeszłości, historii zarówno magazynu jaki i "smaczki" w postaci wspomnień o twórcach, przyjaźniach, przeszłych wydarzeniach itd. Zaskoczyła mnie wspominana wcześniej informacja (która pojawiła się gdzieś pośród pasków w 'P24'), że około 5 lat temu Śledziński podejmował pierwszą (nieudaną) próbę wskrzeszenia projektu "Produkt". Dobrze więc, że tym razem się udało - dzięki, jak się ukazuje (wydatnemu) wsparciu ze strony CDPR.
W Produkcie od początku rysowali pisali (mam tu na myśli publicystykę) chyba wyłącznie polscy twórcy. W magazynie królowała też nieskrępowana wolność wypowiedzi i niecenzuralność przedstawianych opowieści. Jak stwierdził we wstępniaku do pierwszego numeru redaktor naczelny magazynu - Michał 'Śledziu' Śledziński: "słowo cenzura nic nam nie mówi". I taki właśnie był 'Produkt' - od początku, z założenia, był magazynem przeznaczonym dla dorosłego czytelnika. Myślę, że magazyn ten zajmuje dziś poczesne miejsce w annałach polskiej sztuki komiksowej. Do głowy przychodzi mi tutaj dość znany cytat z Andrzeja Sapkowskiego który stwierdził kiedyś, że: "Możemy nosić chińskie ciuchy, jeździć czeskimi autami, patrzeć w japońskie telewizory, gotować w niemieckich garnkach hiszpańskie pomidory i norweskie łososie. Co do kultury, to jednak wypadałoby mieć własną". I tym właśnie z mojej perspektywy był i jest 'P' - nieodłączną już częścią polskiej kultury, "produktem krajowym" częścią naszej narodowej tożsamości - rzecz jasna głównie w ujęciu kontekstu, jakim jest - jakże plastyczne i nośne - medium komiksu.