Na samym wstępie szczerze przyznać muszę, że do twórczości Ledroita nie przekonałem się "tak od razu". Pierwszy kontakt z jego komiksami jaki miałem to była okładka pierwszego tomu serii 'Wika'. I pamiętam, że pomyślałem wtedy: "a cóż to za jakieś 'pierdolety' o wróżkach i motylkach"? W jakimż jednak byłem błędzie...
| Czarodziejka Wika pośród bajkowych stworzeń |
"Wizualny orgazm", z takim właśnie dość dosadnym ale jednocześnie dającym pojęcie o specfice stylu graficznego Ladroita określeniem, spotkałem się kiedyś w rozmowaie towarzyskiej a padły one z ust pewnego znajomego maniaka komiksowego. W zasadzie zgadzam się z tą jakże kwiecistą parabolą w pełnym spektrum różnorodności interpretacji, jakie każdy czytający takie sformułowanie może jej nadać. Takie - tj. budzące żywe emocje - są bowiem grafiki i plansze komiksowe, tworzone przez bohatera niniejszego artykułu. Geniusz, czy szaleniec a może jakiś rodaj sawanta? Takie pytania pojawią się zapewne w umyśle niejednego czytelnika, mającego styczność z twórczością Oliviera Ledroita po raz pierwszy - na pewno pojawiły się w moim. Szalone a jednocześnie wspaniałe rysunki, miejscami ocierajace się o kicz, a jednak mające w sobię niezaprzeczalną dozę oryginalności oraz niezwykłego, niepowtarzalnego kunsztu i stylu - grafiki tworzone przez Oliviera Ledroit'a zdecydowanie zapadaja w pamięć. Obecne na tworzonych przez niego planszach barokowe bogactwo detali jest miejscami wręcz szokujące. Niemal każdy centymetr powierzchni komiksowych plansz tego artysty zapchany jest bowiem różnego rodzaju szczegółami. Na całą ekspresyjność stylu Ledroita składają się zarówno linie, jak i kształty a także kolory a bardzo często także towarzysząca temu wszystkiemu róźnoraka ornamentyka.
| Przykładowe plansze z trylogii 'Wika' do zobrazowania zawartych w tekście opisów obrazujacych plansze z komiksów Ladroita. |
Czasami jest tam, na tych planszach, nawet kilka współgrających ze sobą lub uzupełniajacych się warstw: np. wspomniana ornamentyka pojawia się na pierwszym planie a dalej, niejako w perspektywicznej głębi, występuje nagle przestrzeń, z mnóstwem postaci. Ledroit mistrzowsko łączy elementy gotyku, art nouveau i surrealizmu. Na te kadry i strony nie można, ot tak, rzucić tylko przelotnie spojrzeniem i przejść beznamiętnie i bezrefleksyjnie dalej. Jest dokładnie odwrotnie - te plansze, w niezwykły, można by rzec hipnotyzujący wręcz sposób, przykuwają wzrok czytelnika czy może raczej widza tego całego wizualnego spektaklu. Zmuszają do skupienia się na poszczególnych wspomnianych już warstwach oraz ich szczegółowej analizy. Wynagradzają natomiast niejako poświecony czas "wyłapywaniem" przez czytelnika-widza coraz to nowych detali. Warto też wspomnieć, że Ledroit nie rysuje tylko w jednym stylu. Tzn. patrząc na dowolne jego prace czytelnik-widz jest od razu w stanie w większości przypadków stwierdzić "o, Ledroit!" jednak porównując plansze np. z serii 'Wika' w zestawieniu dajmy na to z 'Requiem' widać ogromne różnice w kresce, kolorystyce, technice wykonania.
Tak więc to, co przyciągą uwage do komiksów tego autora, to zdecydowanie warstwa graficzna - bez dwóch zdań. Przeglądając kolejne stony jego niektórych dzieł osobiście mam w głowie nieodpartą myśl, że facet musi być chyba jednak jakimś sawantem, wybrykiem natury, którego mózg działa inaczej niż "przeciętnego zjadacza chleba". Albo może jest masochistą, któremu bolesną przyjemność sprawia rysowanie tych kadrów i stron przeładowanych wręcz detalami, zaskakujących kompozycją, ekspresją, i - całościowo - bogactwem formy. Nie śmiem nawet zgadywać jak wiele pracy i czasu musi autor wkładać w stworzenie tych plansz. Czasami ma to wręcz znamiona absurdum ad infinitum - w głowie czytelnika (a przynajmniej w mojej) pojawia się bowiem nieuchronne pytanie: po co wkładać w to aż tyle pracy? Niekiedy pojawiają się wręcz na kartach komisów tego autora całe panoramiczne, pełne detali dioramy. Ekstremalnym przykładem niech będzie scena bitwy o Avalon w trzecim Tomie serii 'Wika', która rozciąga się aż na cztery (!) sąsiednie plansze zrealizowane w formie otwieranej rozkładówki.
| Rozkładówka (dwie plansze razem) pochodząca z serii 'Requiem' |
Jeśli miałbym do czegoś porównać prace Ledroita to w pierwszej kolejności przychodzi mi na myśl twórczość Geofa Darrow'a znanego chyba najbardziej z prac przy filmowej serii Matrix i komiksów takich jak 'Hard boiled' czy 'Shaolin Cowboy'. U tamtego autora również mamy obsesyjną wręcz pieczołowitość w prezentowaniu i akumulacji detali na komiksowych planszach. Choć może porównanie z pracami Philipe'a Druilleta byłoby tu bardziej celne? Style obydwu twórców (Ledroita i Druilleta) łączy bowiem coś, co nazwałbym "barokową mrocznością". Jeśli chodzi o kompozycję kadrów i nieszablonowość plansz rysowanych przez Ledroita, mam też i skojarzenia ze stylem włoskiego mistrza ilustracji i komiksu - Sergio Toppiego. Dostrzegam też w grafikach bohatera tego artykułu pewne zbieżności z twórczością Andreasa Martensa z jego najlepszych - w mojej opinii - czasów. Mam tu na myśli pierwsze tomy 'Rorka' i 'Cromwella Stone'a'. Czy jest więc już Ledroit klasykiem a jego dzieła kanonem komiksu frankofońskiego? W mojej opinie zdecydowanie tak! Jednak mimo powyższego zbioru peanów i porównań do innych mistrzów gatunku należy też szczerze powiedzieć, że jak to się niekiedy nieco przewrotnie ujmuje: "nie ma róży bez ognia". Na planszach Ledroita pojawiają się też i takie kadry, a nawet cały strony, gdzie grafice brak jest subtelności. Postaci, miejsca, artefakty wydają się toporne, jakby niedopracowane, czy wręcz narysowane niezdarnie. Są też i punkty (np. w serii Wika - trzeci tom i plansza nr 25 - sceny w lesie) gdzie kolory są tak kiczowate, że aż oczy od tego bolą...
Twórczość Ledroita jest niezwykle bogata tematycznie. Artysta często sięga po mroczne motywy, takie jak przemoc, śmierć, szaleństwo. Jego komiksy są pełne symboliki i odniesień do mitologii, historii i filozofii. Jednocześnie, w jego pracach można odnaleźć także elementy humoru i groteski. Jeśli chodzi o fabuły przedstawiane w dziełach tego rysownika, to opowieści te - niezależnie czy tworzone solo, czy w duetach ze scenarzystami - nie porażają może zazwyczaj oryginalnością ale zdecydowanie nie o to tutaj chodzi. Dominantą jeśli chodzi o dzieła Ledroita pozostaje grafika i dlatego też tyle miejsca pozwoliłem sobie poświęcić tej warstwie jego dzieł w poprzednich akapitach. Chyba najlepiej artysta ten odnajduje się w przedstawioanu tematów ocierajacych się o mitologię i wątki fantasy (serie 'Wika', 'Kroniki mrocznego księżyca') jak i demonologię ('Requiem', 'Sha') oraz metafizykę ('Trzecie oko').
| Projekt okładki albumu (lewa połowa to tył albumu a prawa połowa to przód) jednego z tomów serii 'Requiem'. |
Co właściwie stworzył ten pan? We wczesniejszych akapitach pojawiło się już kilka różnych tytułów albumów i serii. Nie zamierzam jednak skupiać się w tym tekście - jak to zdarzało mi się czynić zarówno na tym blogu jak i - a może przede wszystkim - w artykułach pisanych dwadzieścia lat temu i więcej dla magazynu KZ. Postaram się jednak skupić na krótkim streszczeniu kariery Oliviera Ledroita. Otóż swoją karierę artysta ten rozpoczął w latach 80. XX wieku, ale nie bezpośrenio od komiksów. Otóż na wczesnym etapie kariery zajmował się bowiem tworzeniem grafik i ilustracji do gier karcianych i planszowych. Potem, tj. w 1989r., we współpracy ze scenarzystą Francois Marcela-Froideval'em, rozpoczął Ledroit pracę nad serią, która do dziś uważana jest przez wielu za jego opus magnum, a mianowicie 'Chroniques de la Lune noire' - 'Kroniki mrocznego Księżyca'. Seria ta, w kilku tomach, tworzona była do połowy lat 90. Potem tj. mniej więcej w latach 1995-2000 pojawiły się też, przynosząc mu spory rozgłos krótsze serie takie jak 'Xoco' czy 'Sha' oraz one shot 'La porte ecarlate' (Szkarłatne wrota). Mniej więcej od roku 2000 zaczął Ledroit rysować swoją najdłuzszą serię, do której scenariusz pisał jeden z najbardziej znanych brytyjskich autorów scenariuszy komiskowych - Pat Mills. Mowa tutaj oczywiście o sadze 'Requiem', która od jakiegoś czasu wydawana jest także na naszym rodzimym rynku. Polskich wydań doczekała się również wspominana już trzytomowa opowieść o czarodziejce Wice oraz dyptyk 'Le Troisieme oeil' (Trzecie oko).
| Rozkładówka pochodząca z dyptyku 'Trzecie oko'. |
Twórczość Oliviera Ledroita jest charakterystyczna niepowtarzalna i zdecydowanie zapadająca w pamięć. Artykuł ten napisałem w pewnego rodzaju emocjonalnym uniesieniu, spowodowanym wspomnianą w pierwszych akapitach kontemplacją komiskowych plansz tego artysty. Mam nadzieję, że chociaż cześciowo, udało mi się oddać stany jakie generuje w czytelniku-widzu podziwianie - bo tak to należy ująć - prac tego rysownika. Kto nie miał okazji na przeczytanie (i podziwianie) komiksów Oliviera Ledroita, cóż - zdecydowanie powinien to uczynić aby nadrobić zaległości w tejże materii. Piszę tu rzecz jasna o odbioracach dorosłych, gdyż praktycznie wyłącznie dla takowych przeznaczone są dzieła tego autora. Mowa tu zarówno o tematyce utworów jak i często pojawiającej się na planszach Ledroita krwawej przemocy, nagości czy demonach. Nie chciałbym tu absolutnie wpadać w mentorsko-patryjarchalny ton, wspomniane aspekty nie stanowia bowiem kwintesencji dzieł tego rysownika. Jednakże jego ekspresyjny styl zawiera bardzo dużo wspomnianych wyżej tzw. elementów "18+". Niezmiennie jednak zachęcam do eksploracji gotyckich światów rysowanych przez Oliviera Ledroita - na prawdę warto.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz