niedziela, 15 lutego 2026

Problemy scenariuszowe w 'Ekspedycji' (ale nie tylko)

    O temat twórczości Bogusława Polcha zahaczałem w swoich artykułach na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza przynajmniej kilkukrotnie, między innymi pisząc tekst o serii Ekspedycja artykuł "Szalony Pilot" czy nawet mini-biografię Polcha - dla magazynu KZ - a także, już na tym blogu, pisząc dwukrotnie o Funkym KovaluAby jakiś tekst trafił tutaj (tj. na bloga właśnie) w formie nadającej się do publikacji - bo różnego rodzaju szkice, drafty i porzucone wersje teksów to już zupełnie inna historia - musi trafić się temat, który mnie jakoś szczególnie zainteresuje, skłoni do przemyśleń i analiz - łącznie z poszukiwaniem dodatkowych informacji. Tym razem "triggerem" stała się (ponowna) lektura 'Ekspedycji'  -słynnej serii składającej się z ośmiu albumów, rysowanych przez Polcha w latach 70. i 80. XXw. Otóż moim zamysłem było powrócić do tego uniwersum aby "jak prawdziwy koneser", nie spiesząc się pokontemplować rysunki i słynną, precyzyjną kreskę Polcha. Jednocześnie przy lekturze uderzyło mnie, jak wiele jest w tej serii dziur i bzdur scenariuszowych. Tak więc oprócz kilku ogólnych refleksji co do twórczości tego rysownika które naszły mnie w tzw. "międzyczasie" - a które również tutaj zamieszczam - głównym tematem tekstu w zamyśle pozostaje wypunktowanie wspomnianych mankamentów w warstwie narracyjno-scenariuszowej serii o "Bogach z Kosmosu".


    
    Zacznę od tego, że z rysunkami Polcha zawsze miałem pewną trudność. Z jednej strony, to co mnie osobiście niezmiennie zadziwia to fakt, jak bardzo nadal projekty techniczne - np. pojazdy czy bronie z jego komiksów wyglądają nowocześnie nawet dziś, choć komiksowe plansze z omawianej tutaj serii po prawie pięćdziesięciu latach od powstania pierwszego albumu wypadałoby już chyba uczciwie nazywać "retrofuturyzmem". Z drugiej strony twarze, które nawet w szczytowych momentach "kondycji" twórczej wychodziły autorowi różnie, często przypominając raczej karykaturalne "gęby". I jeszcze te nierówności jeśli chodzi o styl zarówno na przestrzeni lat jak i pomiędzy poszczególnymi seriami. Podobno Polch świadomie chciał różnicować "look" poszczególnych serii które tworzył aby nie zamykać się w jednej stylistyce  (np. Koval vs Wiedźmin). Z drugiej strony nawet albumy danej serii - i Ekspedycja jest tu dość jaskrawym przykładem - znacznie różnią się od siebie, w kontekście kreski, kadrowania i kolorystki... W ramach dygresji dodam, że szczególnie widoczną, wręcz szokującą zmianą w tej materii są drugi oraz trzeci album sagi of Funky'm Kovalu ("Sam przeciw wszystkim" vs "Wbrew sobie") gdzie pierwszy z wymienionych albumów wydaje się szczytem maestrii osiągniętej kiedykolwiek przez Polcha, podczas gdy kolejny, trzeci album Kovala - szczególnie w wersji kolorowej - prezentuje znaczący "zjazd" formy, w kontekście precyzji i staranności kreski, kadrowania a wreszcie i kolorów - ale może to już temat na zupełnie inny, dedykowany tekst...


    Wracając do samej serii "Wg. Danikena" - bo również pod taką nazwą funkcjonowała, także w Polsce, Ekspedycja - to w mojej opinii szczytowym momentem serii w kontekście jakości rysunków jest tom "Zagłada Wielkiej Wyspy". Projekty techniczne, dynamiczne sceny walki czy scena w kokpicie kosmolotu gdzie zaburzone zostaje pole grawitacyjne planety, do tej pory niezmiennie przykuwają moją uwagę. Co ciekawe właśnie między tym tomem - "Zagładą..." - i kolejnym albumem serii "Planeta pod kontrolą" następuje największy - i dość zaskakujący - skok jakościowy "in minus" jeśli chodzi o jakość techniczną rysunków tej właśnie serii. O ile kreska pozostaje w zasadzie bez zmian - kontury są nadal niezwykle precyzyjne - to nakładanie kolorów pozostawia wiele do życzenia, wygląda bowiem jakoś tak "peerelowsko" - buro i byle jak. Tyle dywagacji w temacie warstwy graficznej. Natomiast jeśli chodzi o największe problemy scenariuszowe, które przecież miały się stać motywem przewodnim tego tekstu, to poniżej, w punktach, przedstawiam swoje spostrzeżenia w tej materii:





- Kłopoty z narracją zaczynają się już właściwie na pierwszych stronach sagi, w albumie "Lądowanie w Andach". Oto po wybudzeniu z hibernacji okazuje się, że część załogi chce pozostać lojalna wobec oryginalnych rozkazów z Des, cześć zupełnie nie ma na to ochoty. Część chce lądować głównym statkiem na planecie i pozostać tu na zawsze, część chce od razu lecieć dalej... A podobno zostali wyselekcjonowani do tej misji. Czy nie powinni być zmotywowani aby osiągnąć sukces, czy ktoś ich zmuszał do udziału w przedsięwzięciu? Rozumiem chęć zbudowania sytuacji konfliktowych w warstwie scenariusza ale ten pomysł wydaje mi się wielce naiwny i naciągany.


- Dodatkowo, ekspedycja z Des składała się z samych mężczyzn oprócz niej - dowódczyni, Ais - gdzie w tym sens, gdzie logika? Ten fakt też wkrótce staje się podłożem wielu konfliktów wśród desjańskiej załogi, łącznie z łączeniem się w pary desjanskich mężczyzn z lokalnymi kobietami - wychodowanymi owocami ich własnych eksperymenów genetycznych.



- Kolejną problematyczną decyzją scenariuszową wydaje się to, że tak zaawansowana cywilizacja techniczna nie wysłała na pierwszą wyprawę robotów, które mogłyby towarzyszyć i pomagać ludziom. Desjalnie mieli je przecież, co widać w późniejszych albumach. Pojawiają się one bodaj dopiero w "Walce o planetę" (w postacie obcych biorobotów). 

- Wracając raz jeszcze do początku opowieści to - ponownie - w  albumie "Lądowanie w Andach" Ais po przebudzeniu załogi mówi im, że zostali wysłani w podróż bez powrotu, ponieważ macierzysta planeta - Des - umiera i po prostu nie będą mieli dokąd wrócić. W kolejnych albumach jednak najpierw Chat ma wrócić na rodzimy glob, a później sama Ais wraca na Des. No to jak to w końcu jest?




- W pewnym momencie główny naukowiec Ekspedycji - Zan - mówi, "życie wszędzie musi rozwijać się tak samo"... Naprawdę? Musi? Skąd takie wnioski? A jakby życie rozwinęło się na bazie dajmy na to krzemu, albo metali w formie płynnej czy ewoluowałoby w kierunku od pojedynczych komórek do strunowców aż do ssaków - szczerze wątpię, aby proces drugi raz mógł powtórzyć się dokładnie tak samo na innej planecie.


- W "Walce o Planetę" Ais dosłownie sama "włazi" w łapy Insektoidów - rasy obcych najeźdźców, przed którymi Desjanie muszą bronić Ziemi i Ziemian. Do statku tych wrogo nastawionych form życia Ais udaje się na "małą pogawędkę" sama, bez wsparcia towarzyszy i to dwa razy! Dodatkowo za pierwszym razem udaje jej się ukraść dokładnie tę część, która jest najbardziej istotna w kontekście zneutralizowania biorobotów, głównej broni Insektoidów (choć bierze pierwszy lepszy artefakt z taśmy produkcyjnej, który wpadł jej pod rękę). Dodatkowo insekty po prostu wypuszczają ją bez większych konsekwencji, zamiast uwięzić  albo zabić, wiedząc przecież, że Ais i Desjanie nadal będą im szkodzić... Przy drugiej wizycie Ais ustawia się dokładnie pod miejscem na które może spaść wąski, szklany cylinder w którym zostaje uwięziona i wrzucona do wody. Po pierwsze kto trzyma w suficie takie kapsuły? Po drugie - ponownie - skoro Insektoidy chciały się Ais pozbyć permanentnie, mogły uczynić to inaczej i efektywniej.



- Na początku albumu "Zagłada Wielkiej Wyspy" - po powrocie na ojczystą Des, Ais zostaje poinformowana przez Wielki Mózg, że wszystkie wysiłki poczynione przez nią samą i kierowaną przez nią Ekspedycję nie miały sensu, ponieważ ona i jej towarzysze kierowali się antropocentryzmem. Zaczęli eksperymenty i zmiany genetyczne na istotach najbardziej do siebie podobnych - ziemskich małpoludach. Ale wynika z tego, że przed wyruszeniem na wyprawę nie dostali dokładnych instrukcji, że w rozum należy wyposażyć istoty które posiadają już jakiś stopień zorganizowania społecznego, jak np. mrówki czy termity, co sugeruje Wielki Mózg podczas udzielania Ais reprymendy. Czy genialny desjański umysł i  jego zespół wspierających komputerów nie powinien tego przewidzieć i udzielić - przynajmniej Ais jako dowódczyni misji - odpowiednich instrukcji?


- Również  albumie "Zagłada..." Satham i jego totumfacki - Azazel - lecą sondą do orbitującego kosmolotu, natykając się podczas finalnej ucieczki przed robotami strzegącymi bezpieczeństwa kosmolotu - cóż za przypadek - na niezwykle cenny artefakt, w postaci kryształowej czaski. Ląduje ona dokładnie pod ręką Sathama, dosłownie "aby po nią sięgnąć". Co więcej, Satham odkrywa po powrocie do swojego laboratorium, ze promieniowanie energetyczne przepuszczone przez kryształ czaszki działa paraliżująco nie tylko na roboty ale również na istoty żywe. To daje mu przewagę w starciu z Chatem, który wchodzi do laboratorium złoczyńców. Ale... po tym jak kryształowa czaszka okazuje się niezwykle użytecznym artefaktem, Satham tak po prostu pozostawia ją w opuszczonym laboratorium, dzięki czemu przejmuje ją - ponownie - Ais, gorączkowo poszukująca zaginionego Chata.



- Pod koniec tego samego albumu, tj. - ponownie - "Zagłady..." Ais zostaje ukarana za nieposłuszeństwo Wielkiemu Mózgowi - jej ukochany, Chat, zostaje zabity przez robota. W pogoni za sprawcą - który po testach polegających na wydaniu polecenia zniszczenia aparatu potrzebnego do kontunuowania i bezpieczeństwa lotu zostaje zdemaskowany - Ais dopada sprawcę w hali agregatów prądotwórczych, strzelając do niego z dystansu. Maszyna spada i rozbija się kilka metrów poniżej, tylko, że okazuje się, iż nie był to humanoidalny robot jak pozostałe, tylko człowiek, przebrany w strój robota. No właśnie... 1. Ais porwała na Des przypadkowy kosmolot. Skąd Wielki Mózg miałby wiedzieć, gdzie umieścić swojego szpiega ucharakteryzowanego na robota? 2. Lot na Niebieską planetę, aktywności na tejże zajęły sporo czasu - jak ten fałszywy robot w ogóle funkcjonował na pokładzie kosmolotu? Mowa tutaj choćby o czynnościach fizjologicznych i odżywianiu. 

- W "Planecie pod kontrolą" okazuje się, że mimo ogromnego wybuchu spowodowanego przez eksplozję termojądrową w której poświęcił się towarzysz Ais - Rama - w końcówce albumu "Walka o planetę", Insektoidy nadal tam, tj. na Księżycu są. Mało tego, nadal są wrogo nastawione, porywają, ukrywają i niszczą -  demontując osprzęt elektroniczny - kolejny kosmolot z Des. Nadal mają też plany podbicia Ziemi - o czym mówi Aistar (następczyni Ais)  i to otwartym tekstem, jeden z Insektoidów spotkanych w podziemnej bazie na Księżycu. A mimo tego wszystkiego Aistar nie podejmuje decyzji aby insektom dać ostatecznego łupnia i rozwiązać problem raz na zawsze.

    Jeszcze kilka słów na temat głównej bohaterki całej serii - dowódczyni Ais (i pośrednio jej klona - Aistar). Podobno pierwowzorem zarówno Ais (jak i Brendy Lear z serii o Funkym Kovalu) jest ta sama osoba, można by rzec "muza" Polcha - druga żona rysownika, Danuta (Dana) Polch. O ile między Ais i Daną - na podstawie dostępnych zdjęć - można jeszcze dostrzec pewne ogólne podobieństwo, to ja osobiście zupełnie nie widzę takowych zbieżności z wyglądem oryginału (Danuty) do komiksowej Brendy. Wracając finalnie do samej Ais, to jako "wisienkę nad 'i'" przytoczę fakt, że odmłodzona wersja tej bohaterki (może z jej lat nauki w Akademii Władców na Des) miała się pojawić w opracowywanej ok. 2015r. animacji zatytułowanej roboczo "Ais, The Movie". Jednak ostatecznie nic z tego nic wyszło i oprócz kilku projektów 3D - nadal możliwych do odkopania w rozległych zasobach Internetu - nic więcej nie ujrzało światła dziennego także być może już nigdy nie dowiemy się "co autor miał na myśli", o czym właściwie miał traktować ten film itd...

Projekt postaci młodej Ais, stworzony na potrzeby niezrealizowanej animacji omawianej powyżej.